sobota, 30 listopada 2013

The bridge.

Avatar.
The Legend of Korra: Spirits.


Premiera finału drugiego sezony Korry odbyła się już jakiś czas temu. Również, jakiś czas temu, miałem napisać recenzję. Wiecie, że pod drodze mieliśmy Pięćdziesięciolecie Doctora Who, więc musiałem zmodyfikować listę priorytetów.
Ale teraz nadszedł już czas.

Ogółem od serii Avatar.
Jest to animacja Nickeloden opowiadająca o losach magów. Są to magowie specyficzni, ponieważ zamiast typowych czarów 'Abracadabra' tkają oni żywioły. (Lubię to polskie tłumaczenie, że oni "tkają".) Przez żywioły rozumiemy oczywiście wodę, ogień, ziemię oraz powietrze. Jak można łatwo się domyślić, potrzebny jest ktoś silniejszy, kto będzie się ludźmi opiekował, bo przecież sami się nie dogadają. Ta rola spada na tzw. Avatara czyli władcę wszystkich żywiołów. Żeby nie było zbyt prosto, to mamy po drodze jeszcze świat duchów. Rola Avatara nie sprowadza się do bycia mediatorem między ludźmi, a ludźmi, ale między ludźmi, a duchami. Jest on mostem pomiędzy światem duchów i ludzi.

#1. Pierwszym zaprezentowanym nam Avatarem w serialu jest Aang, ostatni władca powietrza. Ma dwanaście lat, przez 100 lat był zamrożony, a przez brak Avatara Nacja Ognia pomyślała sobie, że skoro nikt jej nie pilnuje to może sobie spokojnie rozpocząć inwazję na resztę świata. Ale władca żywiołów wraca i musi zakończyć wojnę.

#2. Potem pojawia się Korra, kilkadziesiąt lat po Aangu, który już średnio żyje, a jego dzieci mają po czterdzieści lat. Poznajemy ją jako nastolatkę nie umiejącą opanować magii powietrza. Musi walczyć z Amonem, który za punkt honoru wziął sobie odebranie magii jej i jej pobratymcom (czyt. magom). "Czy Korra zdoła pokonać Amona?!"

Trzy sezony Aanga i pierwszy Korry są godne polecenia. Wszystkie mają lepsze lub gorsze odcinki. Są ciekawe, a sama koncepcja świata, choć można nazwać ją niczym nowym, jest bardzo interesująca. Czasami przekraczają, jak dla mnie, granicę bajki i można traktować je bardzo poważnie. Ciekawe postacie, ciekawa fabuła.
Jak na tym tle wychodzi drugi sezon Legendy Korry?

Ze względu na animację, wolę pierwszą wersję tej sceny, ale obie były bardzo poruszające.

Ogółem o drugim sezonie.
(Zawiera spoilery.)
Drugim sezonem się szczerze zawiodłem. Do mniej-więcej połowy nasza pani Avatar zachowywała się dość niepoprawnie. Wybrzydzała, kłóciła i niszczyła zdrowie psychiczne Mako. Kreska już nie ta sama (czyt. gorsza). Postacie, które miały duże znaczenie w pierwszym sezonie zostały potraktowane po macoszemu (czyt. Lin Bei-Fong i Asami Sato). Miałem nadzieję na coś równie dobrego lub lepszego od pierwszej serii.
Na szczęście jest jedno ale.
Coś równie dobrego lub lepszego od pierwszej serii pojawia się po dwóch odcinkach przedstawiających pierwszego Avatara, Wana. Są piękne. Korra traci pamięć, więc jej humory powinny ustąpić, a sama weźmie się za ratowanie świata. Tak też się dzieje. Oglądając to miałem wrażenie, że twórcy w połowie serii zauważyli jak bardzo pretensjonalną postacią Korra się stała, ale było już za późno, żeby zmienić pierwsze odcinki, więc wymazali jej pamięć. I od tego momentu seria zyskuje bardzo wiele.

#1. Postacie.
Bardzo spodobało mi się rozbudowanie Tenzina oraz jego rodzeństwa. Dodają wiele akcji, a ich relacje rodzinne też są przedstawione realistycznie. Jestem na tak. Dodatkowo, jedna z córek Tenzina, Jinora, otrzymała bardzo poważną rolę w tym sezonie, a jej zakończenie ma w sobie wiele niedomówień. Lubię niedomówienia. Co prawda, mam kilka teorii, ale nie będę się nimi dzielił. Jestem fanem, a niektórych fanowskich pomysłów lepiej nie upubliczniać :)
Podobają mi się też postacie rodziców Korry, którym zależy wyłącznie nadobru córki, która niekoniecznie zawsze to rozumie. Ciekawe są relacje między jej ojcem i głównym antagonistą sezonu, Unalaq'iem. Jest tu coś w rodzaju braterskiej rywalizacji, która wymknęła się spod kontroli. Sam Unalaq też jest ciekawy, ale nie aż tak, żeby zagarnąć dla siebie cały sezon jak Amon. Wielu ludzi uważa, że antagonista poprzedniej serii był lepszy, ale ja sądzę, że to postacie na tyle inne, że porównywanie nie ma większego sensu. Oboma kierują inne pobudki.
Eska i Desna też są ciekawym rodzeństwem. Może nie są aż tacy dopracowani ani nierozwijają się bardzo w ciągu serii, ale jestem do nich pozytywnie nastawiony. No i są głównym komediowym elementem.

Neutralnie jestem nastawiony do Mako i Bolina. Nie wyróżniają się. Czasami są śmieszni, ciekawi, czasami nudzą, a jeszcze kiedy indziej irytują. Tyle powiem o nich. Choć to można uznać też za wadę, a nawet zabawny związek między Bolinem, a Eską nie ratuje ich postaci, tak samo jak miłosne porady Mako.

Teraz czas na moje nagatywne odczucia. Największy zawód serii czyli Lin Bei-Fong. W pierszym sezonie była ważna i miała kilka naprawdę pięknych scen. Zdecydowanie była nalepszą postacią kobiecą. Teraz jej rola z prawie pierwszoplanowej spadła na wręcz trzecioplanową. Na dodatek, ignoruje oczywiste fakty i odznacza się brakiem charakteru, za który ją uwielbiałem. Szkoda.
Drugi zawód to Asami. Prawie jej nie ma. A kiedy jest to czuć od niej tylko nieporadność (osobiste odczucie) i smutek, skierowany głównie do Mako. Szkoda.

Avatar Wan w trybie supermocy.

#2. Fabuła.
Duchy. Osobiście, jeśli trochę odpuszczono sobie wszystkie zawirowania psychiki Korry to można by powiedzieć, że fabuła idealna. Teraz niestety trzeba powiedzieć, że wielokrotnie zostaje ona przerywana nieciekawymi perypetiami naszego Team Avatar, które rozpadło się. Nie ma już tak, że cały czas są razem. Mako pracuje w policji, Korra się szkoli. Bolin jest aktorem, a Asami stara się uratować firmę ojca. Sądzę, że z taką ilością wątków każde z nich powinno dostać osobny serial. Naprawdę, zostało to dość nieprzyjemnie upchane.
Same duchy są ciekawe. Fabuła opierająca się na duchach światła i ciemności jest majstersztykiem. W zestawieniu z podwójnym odcinkiem Avatara Wana, dają genialny efekt. Mroczny Avatar (połączenie Vaatu ~ duch ciemności ~ i Unalaq'a) jest ciekawy, zły, a walka mniędzy nim, a "super-"Korrą też jest dobra.
Fakt podrasowania Korry niekoniecznie wszystkim się podobał, ale sądzę, że to dobry zabieg. Rozmowa między nią i Tenzinem daje jej siły. W końcu każdy Avatar musiał mieć coś w sobie, żeby kontrolować żywioły. Oznacza to, że bycie władcą żywiołów nie wynika tylko z Raavy (duch światła), a też z psychiki.
A zakończenie daje duże możliwości. Jest nowym początkiem, bo Korra po stracie Raavy staje się ostatnim Avatarem, ale też pierwszym. Rozpoczyna nowy cykl reinkarnacji. (Czy tylko mi kojarzy się to z Doctorem Who?) I ciekawe jak twórcy wybrną z nowego świata gdzie ludzie i duchy żyją razem, a Avatar nie jest już mostem.
Streszczenie finału drugiej serii oddające zawarty w nim ładunek emocjonalny. Jest to duży ładunek związany również z zerwaniem połaczenia z poprzednimi wcieleniami.

Ok.
To na tyle.
Do napisania.

niedziela, 24 listopada 2013

The one that broke the promise.

PięćdziesięciolecieeeeEEEEE!!!
Tyle szczęścia.

No i mnóstwo SPOILERÓW! Przed przeczytaniem skonsultuj się z BBC (może być sekcja lokalna) lub Internetem.


I stało się. Na ten moment czekał chyba każdy Whovian, który choć odrobinę interesuje się historią serialu. A nawet jeśli nie, to Internet z pewnością wszystko powiedział.

1. Trzech Doktorów.
Nie wiem jak to opisać bez stwierdzeń w stylu "asdfghjdbgfhdsfgsdfdhgfj". No, postaram się. No świetnie to wyszło. John Hurt świetnie radzi sobie z rolą i ogólnie jest świetny. Kreuje postać zupełnie inną od dwójki swoich następnych wcieleń. Widać, że jest biedny i robi się go żal. W momencie, gdy Clara mówiła, że jest najmłodszym Doktorem w naszym triu (nie wiem jak odmienić "trio") naprawdę było to czuć. A najmilej było zobaczyć chyba jego relacje z Clarą, nie miałbym nic przeciwko, żeby stała się ona jego towarzyszką.
Matt i David idealnie współgrają jako towarzysze. Ich wspólne sceny są pełne humoru i pozytywnej energii. Szkoda, że to tylko jedna taka okazja do wspólnej współpracy... Chyba, że do któregoś przyszłego jubileuszu :)


2. Sumienie.
Rose Tyler. Bad Wolf.
Sądzę, że fakt, iż Moment jest maszyną z sumieniem był świetnym pomysłem. Nadaje dramatyzmu. Zadaje pytanie, które są okrutne, ale wie też jak je zadać, żeby wywołały największe wrażenie. "Czy wiesz ile dzieci zginie?" To było okrutne. Lecz mnie najbardziej poruszyła scena, gdy wszyscy trzej stanęli przed "wielkim, czerwonym guzikiem", żeby zrobić to co uznali za słuszne. I tu na scenę wchodzi prawdziwe sumienie czyli Clara.
Jedna rzecz jednak mi tu nie pasuje. Po The Name of the Doctor Rose to już druga postać, która jest widziana tylko przez jedną osobę. I dlaczego Dziesiąsty i Jedenasty jej nie widzieli, skoro są tą samą osobą co Doktor Hurta? To nie jest zarzut, po prostu tak się zastanawiam.


3. Dużo fabuły, mało czasu.
Traktuję to jako urok tego odcinka. Dużo niedopowiedzień. Zygonowie, Elżbieta (wiem, że to jakoś wyjaśnili, ale przegapiłem) to fajny element humorystyczny. Elżbieta była dla mnie bardzo sympatyczną postacią, nawet jako Zygonka. Podobnie jest z Kate Stewart i jej kompanami z UNIT. Nie wiem na czym polegają przemiany Zygonów, ale tutaj odnoszę wrażenie, że stają się też po części psychicznie podobni do swoich wzorców.

4. Szaliczek.
Osgood w szaliku Czwartego. I czy tylko mi "Os-good" kojarzy się z "Os-win"? Jej postać jest bardzo sympatyczna, a wiecznie potrzebny inhalator dodaje jej odbiorowi poczucia nieporadności, które pasuje do tej postaci. Jest też inteligentna. Jak ktoś, kto wpadł na rozwiązanie problemu kamiennego pyłu na podłodze może nie być super?
I sprawdza się też dobrze w zestawieniu z Kate i drugim naukowcem, którego imienia niestety nie pamiętam.


Ten odcinek ma swoje wady, ale ma też wspaniałą atmosferę. Idealną na Pięćdziesięciolecie. Zdecydowanie. Po obejrzeniu jestem nim całkowicie usatysfakcjonowany i będę za każdym raze, kiedy obejrzę znowu (a obejrzę jeszcze kilka razy). Obejrzałem go pełen emocji i pełen emocji skończyłem seans. Ma w sobie wiele cech charakteryzujących odcinki Moffata, humor, a przede wszystkim daje ogromne możliwości dalszego rozwoju serialu. Serialu, który pewnie nigdy się nie skończy.
No i zazdroszę tym, którym udało się obejrzeć go w 3D, bo było w nim naprawdę mnóstwo scen, w których efekt trójwymiarowości pasował idealnie.

Jeszcze mnóstwo rzeczy kłębi się mi w głowie, ale postarałem się to jakoś ogarnąć. Mam nadzieję, że nie wyszło jakoś tragicznie. Starałem się.
A wracając do tematu, jak Wam podobał się ten odcinek?

PS.1/
Dostajemy tu też zaskakującą scenę, której nikt się chyba nie spodziewał. A mienowicie, Dwunastego/Trzynastego Doktora w wykonaniu Petera Capaldiego.


PS.2/
Dosatejemy również teaser odcinka świątecznego, który, jak wiadomo, będzie ostatnim odcinkiem Matta. Będzie Trenzalore, będzie dużo wrogów, za którymi trochę się ztęskniłem.


sobota, 23 listopada 2013

Doodle

Nie wiem czy post po poście to dobry pomysł, ale zrobię, bo nie lubię aktualizować.
Sorry.

Google wprowadziło wczoraj przeuroczą migierkę z Doctora. Jest naprawdę urocza i prosta, ale nie aż tak jak możnaby na początku pomyśleć. A pikselowi Doktorzy to naprawdę najmilsza niespodzianka ostatnich dni :)

Klikając na obrazek zostaniesz przeniesiony/przeniesiona do właściwego doodle'a.

A kontynuując poprzedni wpis, jakaś dobra duszyczka podrzuciła Internetowi pewną dobrą rzecz. I dobrze, bo mi zrobiło się miło i Wam (jeśli jesteście entuzjastami Doctora) też może zrobić się miło.


Miło :) Mam nadzieję, że Was nie zanudzam, ale przeżywam w tym momencie coś w rodzaju "doktorowej gorączki". W końcu jako zadeklarowany Whovian chyba mam do tego prawo.
Do napisania!

Story of Hairstyle.

Miał być dziś mądry wpis.
Miełem napisać o finałowych odcinkach serialu animowanego The Legend of Korra, za który odpowiedzialne jest Nickelodeon. Ale jak to zwykle bywa, nie można nic przewidzieć. Nie dam rady pisać dziś nic konstrunktywnego. Powodem jesr Pięćdziesięciolecie Doctora Who! Już dziś! Nareszcie.


(Pomijam, że obejrzę go dopiero jutro, bo dziś wybieram się na drugą część Igrzysk Śmierci i nie wiem czy uda mi się wyrobić z czasem.)
A wracając do niekonstruktywności.

Matt Smith i jego włosy.
Już kiedyś widziałem wpis o tym jak odejście z serialu wpływa na długość włosów doktorowej obsady. (Jeśli ktoś pamięta kto to napisał to nie obraziłbym się za podrzucenie linka :) ). Lecz tutaj otrzymujemy całą ewolucję!

Zdjęcia znaleziona na szanownym serwisie tumblr.

Tutaj otrzymujemy fryzurę w stylu Doktora. Zaraz. Przecież on JEST Doktorem. Czyli po prostu jest sobą. Zdjęcie chyba z okresu promocji drugiej częśći siódmego sezonu Doctora Who, biorąc pod uwagę robiący za tło plakat. A gratis Jenna w słodkiej fryzurze a la Clara.


Tutaj Matt potwierdził już chyba, że nie będzie Doktorem. Smutno było. Ale jako, że nie jest już Doktorem na czas nieokreślony to fryzura Doktora nie jest już obowiązkowa. Słusznie. A gratis Jenna w słodkiej fryzurze, która kojarzy mi się ze swojskimi słowiańskimi klimatami.


Tutaj dostajemy sympatyczną krótką fryzurkę z okresu pięćdziesięcioleciowego (czyli aktualnego). I zaraz! Czy widzimy tutaj zaczątki brody? A gratis Jenna w słodkiej fryzurze ze słodką grzywką. I nie mogę nie wspomnieć o jej przesłodkim kołnikerzyku. Taak, Jenna jest słodka.

Pozwoliłem sobie trochę się pobawić. 
Serio, kiedy to znalazłem to nie mogłem pozbyć się potrzeby powiedzenia czegoś o tych zdjęciach. I za każdym razem są oni w tej samej sytuacji (czy jak to nazwać). Uroczo. 
Fajnie, bo widać, że są oni blisko. Fajnie, bo dzieki temu na akranie widać między nimi chemię.
Szkoda, że Matt odchodzi na święta.

PS/ A w ramach kontynuacji zmian w owłosieniu, dam jeszcze przykład Karen Gillan, która przeszła wręcz "hardkorową" zmianę. I miło, że zdjęła perukę, żeby podzielić się tym faktem z fanami na Comic Conie.

niedziela, 17 listopada 2013

Liebster Award ~ discover new blogs ~

Wow.
Zostałem nominowany.
Przez szanowną Panią prowadzącą bardzo interesującego bloga Iris Vallis - Dolina Kulturalna. Cieszę się z tego również dlatego, że logo tego przedsięwzięcia jest bardzo interesujące. Lubię takie loga.

1. Oskar za najlepszy film 2013 roku trafi do...?
Rok jeszcze się nie skończył :) Jeszcze pojawi się trochę filmów, które mogą wbić się w rankingi. Na razie obstawiam Grawitację, która jest niezaprzeczalnie dobra. 
2. Największe serialowe zaskoczenie tego sezonu to...
Arrow.
Wiem, że premiera pierwszej serii odbyła w 2012, ale dopiero teraz zacząłem nadrabiać.
Wracając do serialu – urzekł mnie. Może to dlatego, że siedząc w doktorowych zawiłościach straciłem z oczu to jak prosta może być fabuła, by wciąż być ciekawą. A to w połączeniu z dobrą grą aktorską (w kilku przypadkach trochę słabszą, ale to tylko kilka) i zagadką w tle, daje miły efekt. Serial wciąga. Nigdy nie jestem w stanie na raz obejrzeć tylko jednego odcinka.
3. Trzy ulubione książki z dzieciństwa to?
#1. Harry Potter (J.K.Rowling);
#2. Seria Przygody Trzech Detektywów (Alfred Hitchcock);
#3. Ten Obcy (to była lektura, więc autora nie pamiętam).
4. Filmy w kinie czy w zaciszu domowym?
Zależy. Są takie filmy, które chciałoby się zobaczyć ze znajomymi w sali kinowej, a niektóre w samotności przed monitorem.
Generalnie, może kino, ale tutaj jest ten problem, że można oglądać tylko to, co aktualnie idzie. Pomijam tutaj maratony, ale w mojej okolicy przypadają one raczej na godziny nocne, a w starciu filmy-spanie wygrywa spanie. (No chyba, że to Doctor Who.)
5. Kobieta-gracz gra tylko w Simsy?
No, niezbyt. Znam sporo przykładów, gdzie, dla dziewczyny, powiedzenie, że gra się w Simsy jest wręcz obelgą. To chyba wyklucza założenie pytania :)
6. Aktorskie odkrycie 2013 roku:
Może to niezbyt odkrywcze, ale Jennifer Lawrence.
Mam taką dziwną skłonność do bronienia się przed tymi wszystkimi nagonkami typu „Najlepszy film roku z doborową obsadą!”. Tak promowane niegdyś Lawrence. W końcu się ugiąłem i obejrzałem Igrzyska Śmierci.
7. Ulubiony filmowy lub serialowy bromance?
Mam tu problem, bo nie zwracam uwagi na takie rzeczy (tzn. zauważane przez fanów danego filmu/serialu relacje między bohaterami) chyba, że są istotne fabularnie. Bromance, powiadasz... Czy Tony Stark i Bruce Banner się liczą?
8. Twój najbardziej popularny post to?
Do niedawna, był to wpis o DC. Teraz to piąta część twórczości graficznej i bardzo mnie to cieszy. ~Wesoły linczek~ Nie będę podawał liczby wyświetleń, bo blog dopiero raczkuje, a ja nie chcę się dołować. Sorry. 
9. Plany blogowe: zdobycie świata czy umocnienie pozycji w niszy?
Szczerze, to żadna z powyższych. Piszę dla siebie to co siedzi w mojej głowie. Jeśli znajdą się ludzie, którym to się spodoba to fantastic, ale jeśli nie, to nie będę miał do nikogo żalu. Kiedy prowadziłem bloga tylko dla statystyk czułem, że nie ma on duszy i nie chcę tego powtarzać.
Ten już ją ma. Będę starał się go prowadzić pomimo wszelkich przeciwności.
10. Poezja czy proza?
Mimo wszystko, proza. Do poezji nic nie mam, czasem sobie poczytam, zastanowię. Tak w roli refleksji. Ale łatwiej czyta mi się opasłe tomiska Gry o Tron niż tomik wierszy.
Przepraszam entuzjastów, ale tu chyba nie powinno się kłamać...
11. 3D czy 2D?
Definitely 2D. Nie jestem zwolennikiem poprawiania już dobrych rzeczy. Serio, czy 2D jest tak nudne i staromodne, że każdy film musi być kręcony w trójwymiarze? Nie sądzę. (No, chyba, że chodzi o Pięćdziesięciolecie.)

Koniec. Wow.
Teraz czas na moje 11 dziwnych pytań i nominacje.
1. Najdziwniejszy film jaki widziałaś/eś?
2. Najbardziej obojętna ci aktorka?
3. Cukierek czy psikus? Uzasadnij.
4. Ulubiony filmowy antagonista?
5. Jaka byłaby pierwsza rzecz, którą być zrobiła/zrobił, gdybyś była/był Potworem z Loch Ness?
6. Lody w rożku czy na patyku? Uzasadnij.
7. Ulubiony Pokemon?
8. Ulubiony cytat?
9. Czego nie chciałabyś/chciałbyś dostać na święta?
10. Jaki jest twój ulubiony obraz? Uzasadnij.
11. Długopis czy klawiatura? Uzasadnij.
Nominuję*:

*Odpowiedź na pytania nie jest oczywiście obowiązkowa, niekogo do niczego nie zmuszam. 

I tyle, na ten moment.
Do napisania!

sobota, 16 listopada 2013

I volunteer as tribute.


The Hunger Games.
Dobra książka, dobry film też.

Dostajemy tu przyszłość przedstawioną jako miejsce, które kontroluje bezwzględny Kapitol (ang. stolica) i każdy musi sobie radzić jak tylko potrafi. Zwykli mieszkańcy zamieszkują Dystrykty, jest ich dwanaście, i każdy ma swoją specjalizację.
Nasza bohaterka, Katniss (dla przyjaciół - Kotna) mieszka w Dystrykcie górniczym mającym dumny numer dwunasty.

Tu zaczynają się spoilery.
(Przed rozpoczęciem czytania skonsultuj się ze swoją pamięcią lub znajomością fabuły.)

Siostra Katniss, Primrose, zostaje wybrana na trybutkę. Musi wziąć udział w Igrzyskach Głodowych, których celem jest rozrywka dla mieszkańców Kapitolu. Wraz z chłopcem ze swojego Dystryktu i kolejnymi koedukacyjnymi dwójkami ze wszystkich Dystryktów, będzie musiała walczyć na śmierć i życie. Bo z areny wyjdzie tylko jedna osoba. Dla rozrywki Kapitolu. Tutaj na scenę wkracza Katniss.
Ratuje siostrę, ale za wielką cenę. Sama musi przystąpić do tytułowych "Igrzysk Śmierci".


Nie będę rozwodziś się o fabule.
Jest dobra. Nie będę jej porównywał ze Zmierzchem, bo się nie godzi.

# Książka.
Trylogia Igrzysk Śmierci.
Napisana jest bardzo subektywnie od strony Katniss. Wynika to z zabiegu, którego normalnie nie lubię, ale tutaj jest idealny. "Idę szybkim krokiem, wiatr wieje w moje oczy". Liczba pierwsza czasu teraźniejszego. Niby nie lubiłem tego, ale w wydaniu Suzanne Collins jest idealne. Biektóre zdania są tak ludzkie, że aż piękne i człowiek zastanawia się czy ktoś taki jak bohaterka mógłby istnieć naprawdę.
Mógłby.
Nie wiem co napisać w tym podpunkcie dalej poza gorącym poleceniem tego tworu literackiego. Naprawdę warto po to sięgnąć.

#Film.
(Czy wiecie, że premiera "W Pierścieniu Ognia" jest 22 listopada czyli dzień przed Pięćdziesięcioleciem Doctora Who?)
Szczerze, słyszałem wiele o tym filmie. Wiele dobrego. Ale nie chciałem obejrzeć czując, że to będzie tragedia, zniszczenie książki itd. Dodam, że kiedy trwała mania na pierwszą ekranizację ja już byłem po lekturze całej trylogii. Broniłem się przed tym filmem.
Potem odkryłem Jennifer Lawrence, która swoimi oscarowymi wypowiedziami po prostu mnie urzekła.
W końcu obejrzałem film.
Pierwszy raz byłem tak usatysfakcjonowany ekranizacją książki. Co prawda, jest kilka zmian i nieścisłości, ale nie kłują one w oczy tak jak w innych tego typu filmach (np. Harry Potter czy Zmierzch). Jennifer idealnie zagrała Katniss, reszta obsady też daje radę. Muzyka jest też dobra, a twórcy wiedzą kiedy zadowolić nas trafną nutką, a kiedy minutą ciszy.

#Internet.
Wiadomo, że nic nie przechodzi przez Interner niezauważone. Tak jest i tym razem.
Z jednej z najbardziej, w gruncie rzeczy, smutnych scen zrobiono coś interesującego. W końcu Internet to miejsce, w którym żyją ludzie kreatywni.

Ja bym się zgłosił.

Hmm, dwie całkiem miłe propozycje!
W kontekście moich obsesji ostatni obrazek jest bardzo na czasie.
Chyba wybrałbym mimo wszystko Doktora, a nie Gandalfa. Śródziemie to urocze miejsce, ale mając do wyboru czas i przestrzeń...

PS/
Zostałem nominowany do Liebster Blog Award przez Olę z Doliny Kulturalnej i jutro skupię się na wszystkich wynikających z nominacji konsekwensji. Bardzo miłych konsekwencji zresztą.

piątek, 15 listopada 2013

Twórczość graficzna #5 ~ Tak dużo Pięćdziesięciolecia.

Wiem, że ostatnio publikowałem dużo Doctora Who, ale zbliża się Pięćdziesięciolecie, więc dziś pojawi się coś nowego w tej tematyce. Powiem tylko, że jutro możecie spodziewać się już czegoś nowego.
Ale to jutro.

(Rysunki będące moją wesołą twórczością mogą być trochę rozmazane, ale klikając na nie wyraźnie się powiększą niczym po machnięciu sonicznym śrubokrętem.)

Podpisy są przedstawione w formie hashtag'ów, ale nie jest to niemiłe odgapienie pomysłu od kampanii reklamowej BBC. Powodem jest fakt, że zwlekałem z publikacją z powodu braku czasu (pamiętacie, że zawiesiłem bloga?).
Nasza szanowna panna Tyler, alias Zły Wilk (ang. Bad Wolf).
Oraz posiadający jedynie jeden biedny sezon Dziewiąty Doktor.
Nie rozpisuję się.
Chciałem podzielić się z Wami rysunkami, które mogą się Wam spodobać, a mnie to już szczególnie :) Nigdy za dużo Dziewiątego i Rose (ale ją zależnie od okoliczności, a te aktualnie są bardzo korzystne). Czyli czekam z niecierpliwością.

IMPORTANT, VERY IMPORTANT
A osoby, które nie widziały mini-odcinka specjalnego zatytułowanego "The Night of the Doctor" zachęcam do jak najszybszego nadrobienia zaległości! Powiem, że będziecie zaskoczeni tym co Moffat dla nas przyszykował.


I z tym miłym akcentem życzę Wam dobrej nocy.
Do napisania.
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...