Ile czasu nic nie napisałem!
Sorry, ale święta i takie sprawy przybrały nieco inny bieg niż początkowo zakładałem. Po pierwsze, prezenty. Otrzymałem mały gadżecik elektroniczny, który na razie pozostanie dla Was niewiadomą, a muszę powiedzieć, że to strasznie świetny zjadacz czasu. A po drugie, to pomimo braku śniegu i innych atmosferycznych przejawów świąt złapała mnie świąteczna atmosfera, która wybiła mnie z toku moich nieskładnych internetowych wypowiedzi.
Jest jeszcze trzecia rzecz, ale o niej będzie ten wpis.
I to wpis pełen SPOILERÓW.
Doctor Who. The Time of the Doctor.
(Czy tylko ja odnoszę wrażenie, że Moffat ma jakiś kompleks jeśli chodzi o końcówkę "of the Doctor"?)
No i mnóstwo SPOILERÓW! Przed przeczytaniem skonsultuj się z BBC (może być sekcja lokalna) lub Internetem.
I stało się. Na ten moment czekał chyba każdy Whovian, który choć odrobinę interesuje się historią serialu. A nawet jeśli nie, to Internet z pewnością wszystko powiedział.
1. Trzech Doktorów.
Nie wiem jak to opisać bez stwierdzeń w stylu "asdfghjdbgfhdsfgsdfdhgfj". No, postaram się. No świetnie to wyszło. John Hurt świetnie radzi sobie z rolą i ogólnie jest świetny. Kreuje postać zupełnie inną od dwójki swoich następnych wcieleń. Widać, że jest biedny i robi się go żal. W momencie, gdy Clara mówiła, że jest najmłodszym Doktorem w naszym triu (nie wiem jak odmienić "trio") naprawdę było to czuć. A najmilej było zobaczyć chyba jego relacje z Clarą, nie miałbym nic przeciwko, żeby stała się ona jego towarzyszką.
Matt i David idealnie współgrają jako towarzysze. Ich wspólne sceny są pełne humoru i pozytywnej energii. Szkoda, że to tylko jedna taka okazja do wspólnej współpracy... Chyba, że do któregoś przyszłego jubileuszu :)
2. Sumienie.
Rose Tyler. Bad Wolf.
Sądzę, że fakt, iż Moment jest maszyną z sumieniem był świetnym pomysłem. Nadaje dramatyzmu. Zadaje pytanie, które są okrutne, ale wie też jak je zadać, żeby wywołały największe wrażenie. "Czy wiesz ile dzieci zginie?" To było okrutne. Lecz mnie najbardziej poruszyła scena, gdy wszyscy trzej stanęli przed "wielkim, czerwonym guzikiem", żeby zrobić to co uznali za słuszne. I tu na scenę wchodzi prawdziwe sumienie czyli Clara.
Jedna rzecz jednak mi tu nie pasuje. Po The Name of the Doctor Rose to już druga postać, która jest widziana tylko przez jedną osobę. I dlaczego Dziesiąsty i Jedenasty jej nie widzieli, skoro są tą samą osobą co Doktor Hurta? To nie jest zarzut, po prostu tak się zastanawiam.
3. Dużo fabuły, mało czasu.
Traktuję to jako urok tego odcinka. Dużo niedopowiedzień. Zygonowie, Elżbieta (wiem, że to jakoś wyjaśnili, ale przegapiłem) to fajny element humorystyczny. Elżbieta była dla mnie bardzo sympatyczną postacią, nawet jako Zygonka. Podobnie jest z Kate Stewart i jej kompanami z UNIT. Nie wiem na czym polegają przemiany Zygonów, ale tutaj odnoszę wrażenie, że stają się też po części psychicznie podobni do swoich wzorców.
4. Szaliczek.
Osgood w szaliku Czwartego. I czy tylko mi "Os-good" kojarzy się z "Os-win"? Jej postać jest bardzo sympatyczna, a wiecznie potrzebny inhalator dodaje jej odbiorowi poczucia nieporadności, które pasuje do tej postaci. Jest też inteligentna. Jak ktoś, kto wpadł na rozwiązanie problemu kamiennego pyłu na podłodze może nie być super?
I sprawdza się też dobrze w zestawieniu z Kate i drugim naukowcem, którego imienia niestety nie pamiętam.
Ten odcinek ma swoje wady, ale ma też wspaniałą atmosferę. Idealną na Pięćdziesięciolecie. Zdecydowanie. Po obejrzeniu jestem nim całkowicie usatysfakcjonowany i będę za każdym raze, kiedy obejrzę znowu (a obejrzę jeszcze kilka razy). Obejrzałem go pełen emocji i pełen emocji skończyłem seans. Ma w sobie wiele cech charakteryzujących odcinki Moffata, humor, a przede wszystkim daje ogromne możliwości dalszego rozwoju serialu. Serialu, który pewnie nigdy się nie skończy.
No i zazdroszę tym, którym udało się obejrzeć go w 3D, bo było w nim naprawdę mnóstwo scen, w których efekt trójwymiarowości pasował idealnie.
Jeszcze mnóstwo rzeczy kłębi się mi w głowie, ale postarałem się to jakoś ogarnąć. Mam nadzieję, że nie wyszło jakoś tragicznie. Starałem się.
A wracając do tematu, jak Wam podobał się ten odcinek?
PS.1/
Dostajemy tu też zaskakującą scenę, której nikt się chyba nie spodziewał. A mienowicie, Dwunastego/Trzynastego Doktora w wykonaniu Petera Capaldiego.
PS.2/
Dosatejemy również teaser odcinka świątecznego, który, jak wiadomo, będzie ostatnim odcinkiem Matta. Będzie Trenzalore, będzie dużo wrogów, za którymi trochę się ztęskniłem.
Nie wiem czy post po poście to dobry pomysł, ale zrobię, bo nie lubię aktualizować.
Sorry.
Google wprowadziło wczoraj przeuroczą migierkę z Doctora. Jest naprawdę urocza i prosta, ale nie aż tak jak możnaby na początku pomyśleć. A pikselowi Doktorzy to naprawdę najmilsza niespodzianka ostatnich dni :)
Klikając na obrazek zostaniesz przeniesiony/przeniesiona do właściwego doodle'a.
A kontynuując poprzedni wpis, jakaś dobra duszyczka podrzuciła Internetowi pewną dobrą rzecz. I dobrze, bo mi zrobiło się miło i Wam (jeśli jesteście entuzjastami Doctora) też może zrobić się miło.
Miło :) Mam nadzieję, że Was nie zanudzam, ale przeżywam w tym momencie coś w rodzaju "doktorowej gorączki". W końcu jako zadeklarowany Whovian chyba mam do tego prawo.
Do napisania!
Miał być dziś mądry wpis.
Miełem napisać o finałowych odcinkach serialu animowanego The Legend of Korra, za który odpowiedzialne jest Nickelodeon. Ale jak to zwykle bywa, nie można nic przewidzieć. Nie dam rady pisać dziś nic konstrunktywnego. Powodem jesr Pięćdziesięciolecie Doctora Who! Już dziś! Nareszcie.
(Pomijam, że obejrzę go dopiero jutro, bo dziś wybieram się na drugą część Igrzysk Śmierci i nie wiem czy uda mi się wyrobić z czasem.)
A wracając do niekonstruktywności.
Matt Smith i jego włosy.
Już kiedyś widziałem wpis o tym jak odejście z serialu wpływa na długość włosów doktorowej obsady. (Jeśli ktoś pamięta kto to napisał to nie obraziłbym się za podrzucenie linka :) ). Lecz tutaj otrzymujemy całą ewolucję!
Zdjęcia znaleziona na szanownym serwisie tumblr.
Tutaj otrzymujemy fryzurę w stylu Doktora. Zaraz. Przecież on JEST Doktorem. Czyli po prostu jest sobą. Zdjęcie chyba z okresu promocji drugiej częśći siódmego sezonu Doctora Who, biorąc pod uwagę robiący za tło plakat. A gratis Jenna w słodkiej fryzurze a la Clara.
Tutaj Matt potwierdził już chyba, że nie będzie Doktorem. Smutno było. Ale jako, że nie jest już Doktorem na czas nieokreślony to fryzura Doktora nie jest już obowiązkowa. Słusznie. A gratis Jenna w słodkiej fryzurze, która kojarzy mi się ze swojskimi słowiańskimi klimatami.
Tutaj dostajemy sympatyczną krótką fryzurkę z okresu pięćdziesięcioleciowego (czyli aktualnego). I zaraz! Czy widzimy tutaj zaczątki brody? A gratis Jenna w słodkiej fryzurze ze słodką grzywką. I nie mogę nie wspomnieć o jej przesłodkim kołnikerzyku. Taak, Jenna jest słodka.
Pozwoliłem sobie trochę się pobawić.
Serio, kiedy to znalazłem to nie mogłem pozbyć się potrzeby powiedzenia czegoś o tych zdjęciach. I za każdym razem są oni w tej samej sytuacji (czy jak to nazwać). Uroczo.
Fajnie, bo widać, że są oni blisko. Fajnie, bo dzieki temu na akranie widać między nimi chemię.
Szkoda, że Matt odchodzi na święta.
PS/ A w ramach kontynuacji zmian w owłosieniu, dam jeszcze przykład Karen Gillan, która przeszła wręcz "hardkorową" zmianę. I miło, że zdjęła perukę, żeby podzielić się tym faktem z fanami na Comic Conie.